Dziś będzie o Polsce XXI i wyborach prezydenckich...
Wydaje się, że p. Rafał Dutkiewicz pozbawił złudzeń czekających na sensację dziennikarzy oraz swoich potencjalnych wyborców czekających na deklarację o jego kandydaturze w 2010. Prawdopodobnie przepadłby w I turze, ale może zebrałby chociaż ok. 10% głosów, a może i więcej (nie wiadomo, co do wyborów się wydarzy). Byłby to poważny sygnał dla obu głównych partii, że jest siła, która może przejąć centroprawicowy elektorat. W chwili obecnej kandydat w rodzaju p. Dutkiewicza byłby też o tyle właściwy, że zważywszy na postulaty Polski XXI, odbierałby on głosy raczej p. Tuskowi niż p. Kaczyńskiego, a konkurencja zawsze sprzyja podnoszeniu jakości. Wszak p. Dutkiewicz bardzo silnie sprzeciwia się centralizacji, nadmiernym obciążeniom podatkowym, popiera JOW.
Osobiście decyzja ta budzi pewien żal, gdyż chętnie bym taką osobę obdarzył swoim głosem. Nasuwa się zatem pytanie, czy pojawić się może inny kandydat środowisk prawicowych, który byłby w stanie w tych wyborach zaistnieć... Ewentualny start p. Sellina raczej niewiele by wniósł... Niedawno jednak "Rzeczpospolita" ( http://www.rp.pl/artykul/2,310851_Jerzy_Buzek__premier_czy_prezydent.html ) pisała, że "Polska XXI" stara się pozyskać p. Buzka jako swojego kandydata. Jest jednak parę pytań:
- czy p. Buzek zechce skonfrontować się z PO?
- czy p. Buzek nie będzie wolał pozostać szefem PE (o ile nim zostanie... Zależy też kiedy, bo zapewne kadencję podzieli się na dwa okresy po 2,5 roku);
- czy p. Buzek w ogóle zechce wracać do polityki krajowej w takim wymiarze?
A może byłoby prościej, gdyby kandydaturę p. Buzka na prezydenta wystawiła PO? PO miałaby wówczas osobę nieskłóconą z partią, a Polska miałaby prezydenta spoza układów partyjnych, doświadczonego, szanowanego i dającego szansę na zwiększenie autorytetu urzędu prezydenckiego.


